Łono. | Womb.

… i jest też Maska o noszeniu w łonie nowego życia. Bohaterka pod postacią dziewczyny czuje w brzuchu dziwny ciężar, obły, twardy kształt. Początkowo tylko to zauważa, z czasem coraz bardziej nurtuje ją ten obiekt wewnątrz. Przeczuwa ścisły związek tego czegoś z jej przeznaczeniem i granicami własnej wolności. Po nawiązaniu romansu ze swą ofiarą pierwszego wieczora, tuż po opuszczeniu balu i rozstaniu z jeszcze nawet nie kochankiem, dziewczyna wsiada do karety czekającej na nią pod bramą. W tej karecie boleśnie mierzy się z ograniczeniami narzuconymi jej woli przez siłę zewnętrzną. Próbując dociec swojego pochodzenia i przeznaczenia zadaje sobie samej pytania o wcześniejszy los. Drąży we własnej pamięci i napotyka opór. Próbując usilnie dalej mimo to, znajduje wątki sprzeczne, szczątki historii z różnych miejsc i czasów (Tlenix, Duenna, Mignonne) nie składające się w spójną narrację. Waha się między podejrzeniem własnego szaleństwa, a czyjegoś celowego albo przeciwnie, niedbałego działania w procesie jej stwarzania. W końcu, w głębokiej desperacji, rozdarta między złością na swojego kreatora a autoagresją, wściekle rzuca się na ściany karety próbując ją zniszczyć, przy okazji raniąc siebie. Zostaje natychmiast spacyfikowana. Widzi błysk i „łebek węża z metalową główką”. Czuje na udzie ukłucie, po którym traci przytomność. Po tej ważnej lekcji dziewczyna ma się na baczności. Realizuje swój program, utrzymuje romans, prowadzi grę. Ale skrycie postanawia dojść prawdy, czeka tylko na dobry moment. Pewnej nocy (trzeciej) decyduje się na ponowną, tym razem ostateczną niesubordynację. Staje naga przed lustrem, bierze lancet i rozcina sobie brzuch podejrzewając, że w łonie nosi klucz do wyjaśnienia swojej zagadki. W akcie buntu zadaje sobie śmiertelną ranę a z jej zwłok na świat wydobywa się modliszka. To ciągle ta sama osoba, ale w nowej formie. Z pięknej larwy wykluwa się straszliwy motyl.

Wyznam w tym miejscu i w tym czasie, że kwestia prawa do przerwania ciąży jest dla mnie daleka od oczywistości. Nie do końca trafiają do mnie argumenty o autonomii i samostanowieniu, za to zasadniczo rozumiem i przyjmuję postulat ochrony życia, również w formie nie w pełni rozwiniętej. Niezależnie od jakiejkolwiek wiary. Jeśli nie da się jednoznacznie wskazać granicy między życiem a nieżyciem oraz życiem „nośnika” a życiem nowym w procesie prokreacji, a przecież się nie da, to należy zachować najdalej (najwcześniej) idącą ostrożność i rozwagę. Zdumiewa mnie też niekonsekwencja w postawie (absolutnie słusznie) walczącej o prawa dzieci, wszelkich mniejszości, osób z niepełnosprawnościami nie wspominając o zwierzętach, roślinach i całej planecie ale nie traktującej kiełkującego życia jako wymagającego możliwie najpełniejszej troski, nie podlegającego wyłącznej władzy i kontroli tymczasowej inkubatorki. Na pewno nie mieści mi się w głowie, jak można skwitować tu cokolwiek jako „będące OK”. Ale dostrzegam też nieadekwatność rozwiązań w tej materii na poziomie prawa. Lemowska analogia między samobójstwem a aborcją wydaje mi się tu wyjątkowo poręczna i celna. Samobójstwo w Masce, jak również w ogóle jest aktem ostatecznego wyzwolenia. Możliwość odebrania sobie życia jest podstawowym prawem, którego nie może regulować żadna władza, jeśli nie ma być groteskowa. Samozagłada, paradoksalnie i tragicznie jest doniosłym symbolem i ostatecznym bastionem wolności i godności. Samounicestwienie jako ultymatywny gest grania na nosie.

Podobnie jak legislacja nie ma dostępu do straszliwego momentu decyzji o zakończeniu własnego życia, tak nie może kontrolować szarej strefy, w której nowe życie dopiero się wyłania z niebytu. To nie prawo może tu cokolwiek dyktować. Wybór, jakkolwiek tragiczny, musi w jakimś stopniu pozostać wolny. Ochrona nie może polegać na uniwersalnym zakazie i penalizacji. Tak jak tajemnica śmierci wymyka się codziennej pragmatyce, tak samo wymyka się jej nieokreśloność początku życia.

Nawiasem mówiąc, również w świetle wartości chrześcijańskich sprawa wydaje mi się tylko pozornie oczywista. Potraktowanie postawy Chrystusa jako jednoznaczne opowiadanie się po stronie życia, niezależnie od okoliczności i za wszelką cenę jest problematyczne. W centrum tej historii jest śmierć. Dobrowolna, mimo wielu okazji do jej uniknięcia. Perspektywa chrześcijańska nadaje śmierci sens; Przewodnik-Zbawiciel umiera na oczach wszystkich i każdemu pozostawia całkowitą wolność decyzji czy żyć dalej w zgodzie z jego nauką, czy nie. Nie walczy o życie, tylko daje przykład jak to życie poświęcić czemuś większemu. Nawet kosztem rychlejszego końca. A już na pewno historia Chrystusa nie sugeruje współpracy Państwa i Kościoła w słusznej sprawie. Dokładnie przeciwnie, pokazuje nieprzystawalność i bezradność porządków ludzkich wobec spraw ostatecznych. Piłat, z całym swoim prawodawczym autorytetem, wojskiem i innymi atrybutami władzy jest żałosny w zestawieniu z całkowicie mu poddanym, prostym synem cieśli. Jezus nie idzie na ugodę ani żaden kompromis, nie próbuje „ugrać” nic dla swoich wyznawców i ledwie wyklutej wspólnoty. Sam umiera i naraża na śmierć i cierpienie pierwszych uczniów, którzy już bez niego będą musieli (jak chyba Wszechwiedzący mógł się spodziewać…) walczyć z kolosem-Państwem i ginąć za pamięć o nim. Więc również ksiądz nie może tu chyba niczego zakazać, tylko, dokładnie jak robi to mnich-spowiednik modliszki u Lema, wysłuchać i próbować zrozumieć.

Ale wyprzedzam nieco moment w utworze. Ciągle trwa bal. Dziewczyna przechadza się, widzi króla, spotyka Arrhodesa, upuszcza wachlarz. Wchodzi w rolę. W słyszalnym rytmie estampie.


A przede mną zwieńczenie pierwszego rozdziału tego dziennika - za tydzień premiera Syreny. Chyba... zobaczymy.

...and The Mask is also about carrying a new life in the womb. The character in the shape of a girl feels a strange weight in her belly, an oval, hard shape. Initially, she only notices it; but as time passes by, she is more and more intrigued by that object. She can sense that tight relationship between that object and her fate and the limits of her own freedom. After engaging in romance with her victim on the first evening, directly after leaving the ball and parting with her to-be lover, the girl gets into the carriage that is waiting for her at the gate. In the carriage, she painfully faces the limitations imposed on her by some external force. Trying to find out where she came from and what she is destined for, she asks herself questions about her story to date. She digs deep into her memory but experiences resistance. She tries even harder, she encounters contradictory threads, remnants of stories from different places and times (Tlenix, Duenna, Mignonne) that do not form a coherent narrative. She is torn between the suspicion of her own madness and the suspicion that someone acted with purpose – or quite the opposite, with recklessness – in the process of creating her. Ultimately, deeply desperate, in a dilemma as to whether she should be furious with her creator or whether she should engage in auto-aggressive behaviour, she angrily throws herself onto the carriage’s walls, trying to destroy it – and hurting herself in the process. She becomes pacified immediately. She can see a flash, and a “snake with a metal head”. She can feel a sting on her thigh, and then loses consciousness. Having learnt that important lesson, she stays alert. She is pursuing her programme, engaging in the affair, playing the game. But secretly, she decides that she wants to learn the truth – and is just waiting for the right moment. One (third) night, she decides to engage in insubordination again, for the last time. She stands naked in front of the mirror, takes a lancet and slashes her belly open, suspecting that she is carrying the key to her puzzle in her womb. In an act of rebellion, she inflicts a deadly wound on herself and a praying mantis is born from her body. She is still the same person, but in a new form. A horrible butterfly hatches from the beautiful maggot.


I’d like to confess here and at this time that the issue of the right to terminate a pregnancy is, for me, far from being obvious. The arguments about autonomy and self-determination do not appeal to me entirely. On the other hand, I do understand the demand to protect life, including in its not fully developed form. Regardless of any faith. If the boundary between life and non-life, and between the life of the “carrier” and the new life being created cannot be indicated – as it clearly cannot be done – one should exercise utmost (furthest-earliest-reaching) caution and prudence going forward. I am also amazed by the inconsistency of the attitude that, absolutely rightly so, fights for the rights of children, rights of any and all minorities, persons with disabilities, not to mention animals, plants, and the entire planet, and yet do not treat the sprouting life as one that requires the highest care possible, not entirely dependant from (and on) the exclusive control and power of the temporary incubator. Surely, I cannot grasp how anyone can refer to anything here as “being OK”. But I also see the inadequacy of legal solutions in this respect. Lem’s analogy between suicide and abortion seems extremely relevant here. Both in The Mask and in general, suicide is an act of ultimate liberation. The possibility of taking one’s own life is a fundamental right that cannot be regulated by any authority, if it is not to become grotesque. Self-destruction, paradoxically and tragically, is a momentous symbol and the ultimate bastion of freedom and dignity. Self-destruction as an ultimate gesture of thumbing one's nose at others.


Just as legislation does not have access to the terrible moment of deciding to end one’s own life, it cannot also control the grey area where new life just emerges from non-existence. It is not law that can dictate anything here. The choice, however tragic it might be, must remain free, in a way. Protection cannot be based on universal prohibition and penalisation. Just as the mystery of death escapes everyday pragmatics, so does the indeterminacy of the beginning of life.


Actually, also in the light of Christian values, the matter seems to me to be only seemingly obvious. Treating the Christ’s attitude as taking an unequivocal position on the side of life, regardless of circumstances and at all costs, is problematic. Death is at the very heart of this story. It is voluntary, even though there were many opportunities to avoid it. The Christian perspective gives death a meaning; the Guardian-Saviour dies before everyone’s eyes and leaves everyone completely free to decide whether or not to continue living in accordance with his teachings. He does not fight for his life, but gives an example of how it is to devote this life to something greater. Even at the expense of a quicker end. And certainly the history of Christ does not suggest cooperation between the State and the Church in a just cause. On the exact opposite, it shows the incompatibility and helplessness of the human order when faced with final matters. Pilate, with all his legislative authority, army and other attributes of power, is pathetic in comparison with a completely subordinate, simple son of a carpenter. Jesus does not settle or compromise, he does not try to “win” anything for his followers and the newly created community. He himself dies and exposes the first disciples to death and suffering. Without him, his disciples will need to (as the Almighty could have expected...) fight the colossus-State and die so that he can be remembered. So, a priest cannot ban anything here, just, exactly as the monk – the Lem’s confessor hearing the praying mantis, he can listen and try to understand.


But I’m getting a little bit ahead of what is going on in the work. The ball continues. The girl walks around, she can see the king, she meets Arrhodes, she drops the fan. She gets into her role. In an audible estampie rhythm.

And there stands before me the culmination of the first chapter of this diary – next week is the release of tthe Siren. Probably... we’ll see.


(transl. Magdalena Małek-Andrzejowska)

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Fazy. | Phases.

Utwór, zgodnie z tekstem, układa mi się w dwie fazy: bal i romans pod postacią dziewczyny, aż do przemiany głównej bohaterki, oraz pogoń i spowiedź, aż do śmierci Arrhodesa. Wszystko to, co pojawia si

Transgresja. | Transgression.

Ten tydzień, podobnie jak poprzedni, jednak jeszcze na tyle pod znakiem Syreny, że nieco trudniej było mi się skupić na Masce. Właściwie dopiero wczoraj odbyła się właściwa premiera Syreny w radiowo-f

Twarz. | Face.

Najdonioślejsze, najbardziej intensywne doświadczenia w życiu od samych jego początków wiążą się z twarzą. Kiedy wzrok jeszcze nie sięga dalej niż 30 centymetrów, twarze są tym, co najczęściej pojawia