Łuna.

Koniec snu. Dla tych, co śnili, w każdym razie. Ja na przykład owszem, w ogromnej mierze. Pewne pocieszenie w tym, że wysiłki na rzecz podtrzymania tego snu były znaczne i powszechne; sen dzielili i weń wierzyli liczni i niegłupi. Głupi oczywiście również. No ale, tak czy inaczej, koniec.


Niemniej, albo może tym bardziej, chociaż trudno byłoby mi uzasadnić taką zależność, nie ustaję w swoich tu wysiłkach. Nie bez pewnych rezultatów. Udało mi się pchnąć Baśń z miejsca nieco w przód. Wiem wreszcie co dalej. Wiem, co robić. Wiem też, że pewne fragmenty zabrzmią po ukraińsku. Najpewniej. Pewne ważne konkluzje.


Dookoła klombu też się powoli domyka.


Jest też w zasadzie gotowe to, co zabrzmi w Byku.


Na horyzoncie łuna.