Grań.

Trochę przypadkiem, trochę z inspiracji, z której może coś niedługo wyniknie, sięgnąłem po Leśmiana. I się zdumiałem. Ze szkoły pamiętałem niewiele. Że Młoda Polska, że sensualne opisy i metafory, i że krewny Brzechwy. A tu się okazuje, że to bardzo ciekawy, w swoim czasie radykalny a i dzisiaj bardzo oryginalny głos w tematach wokół znaczenia śpiewu i rytmu, formującej poznanie roli słowa i poezji, i jeszcze paru innych. Oraz że ta sensualność to chyba tylko powierzchowne i w gruncie rzeczy mylne odczytanie. Jak powiedziałem, może coś z tego będzie.


Z innych lektur, z cyklu powiedzmy poszukiwań źródeł własnej tożsamości, trafiłem na Chamstwo Kacpra Pobłockiego. Obezwładnia mnie myśl, jak wieloma swobodami, wygodami i innymi przywilejami, zupełnie niewyobrażalnymi dla całych pokoleń moich przodków mogę się cieszyć.


Podglądam dostępny online nowohoryzontalny festiwal Kino Dzieci. Jestem odrobinę rozdrażniony pewnym nadmiarem treści wychowawczych w myśl jedynie słusznych paradygmatów społeczno-światopoglądowych. Wolałbym więcej niejednoznaczności. Niemniej, świetnie, że jest; paradygmaty chociaż dalece niejedynie, to jednak w zasadzie słuszne.


Jeszcze z metafor górskich, od szczytu do szczytu dobrze iść granią, ale czasem to trudne, bo na przykład za bardzo wieje, albo razi, albo jest zbyt wąsko. Kuszą różne ścieżki poniżej. Ale w ścieżkach łatwiejszych łatwo się też pogubić, nie mówiąc o tym, że potknąć i stoczyć. Chociaż to chyba grozi zawsze. W każdym razie lepiej od grani zanadto się nie oddalać. Przy czym chęć zejścia prosto w dół, położenia się w cieniu doliny i zaśnięcia na zawsze rozumiem i podzielam.


W Katowicach nierzadko trzęsie się ziemia. Ostatnio jakby częściej i silniej. Wczoraj rano zachwiało się tak, że złapałem się krzesła i jeszcze przez kilka minut zdawało mi się, że świat się kiwa i nie może uspokoić. Oczywiście wrażenie, że się nie kiwa i nie może w każdej chwili rozlecieć to tylko poręczne, ale śmieszne złudzenie.