Kuba.

Trzydzieści lat temu przez jakiś czas mieszkałem pod jednym dachem z papugą z gatunku falistych. Był to nieduży, zielonkawo-żółty ptak sprawiający wrażenie wesołego. Nazywany był Kubą. Zamknięty w klatce klikał, ćwierkał i gwizdał a wypuszczony na zewnątrz fruwał wokół pomieszczenia, a z czasem siadał też obecnym w pomieszczeniu na głowie oraz dawał się chwytać w ręce. Trzymając Kubę w dłoniach czuło się wyraźnie bicie jego serca. Któregoś dnia, po mniej więcej roku wspólnego życia, Kuba podjął ryzykowną próbę wydostania się z klatki przez szparę między wysuwanym dnem a dolną częścią prętów; zdołał wysunąć tylko głowę, po czym zaklinował się. Usiłując się wyswobodzić poddusił się i chyba również skręcił sobie kark. Uwolniłem go, ale zbyt późno; wziąłem Kubę w ręce i obserwowałem jak, jak to się mówi, gaśnie – jego serce biło nierówno i coraz wolniej, a oczy matowiały. Po niedługiej chwili spokojnie umarł.


Goryl skończony. Małpował, szarżował, a w końcu rzężąc skonał. Leśmian drwi, może przestrzega. Nie jest jasne z czego ani przed czym, i chwała Bogu. Czytam w kółko cały wybór wierszy do cyklu i jestem z niego coraz bardziej zadowolony. Podobno Jarosław Marek Rymkiewicz uwielbiał Leśmiana. Bardzo ciekawie myślał Rymkiewicz o klasycyzmie.


W Baśni też niemały postęp, chociaż raczej nie na papierze. Modyfikuję – zmieniam i nieco rozbudowuję obsadę wokalną oraz czekam na ostateczną (?) akceptację Autora co do zmian w strukturze całości. Widzę tę całość coraz wyraźniej.


W Louisville miałem kolegę, studenta kompozycji na tym samym roku, którego największą fascynacją i najgłębszą inspiracją były postać i twórczość Georga Crumba. Kolega ów zaprosił mnie raz na wycieczkę do swojego rodzinnego miasta, gdzieś w Arkansas, gdzie Crumb miał prowadzić kompozytorskie warsztaty. Wahałem się dłuższą chwilę licząc środki na koncie oraz dni do końca miesiąca; w końcu zdecydowałem się nie jechać. Kolega wrócił wniebowzięty, jednak w dłuższej perspektywie, miałem wrażenie, raczej nieodmieniony.


Interesujące larum wokół serwisu Spotify, w temacie, poniekąd, wolność słowa kontra odpowiedzialność za słowo. Miałbym ochotę zabrać głos, ale właściwie nie widzę dobrego powodu.