Co dalej.

Na początku tygodnia jeszcze jedna korekta, niemała… Wróciwszy do tekstu Hevel, chcąc sprawdzić i podać wykonawcom znaczenia kluczowych słów hebrajskich dla lepszej orientacji w tekście, znalazłem poważny błąd. W jednej z fraz nie zauważyłem niespójności numerycznej (nierzadkiej w różnych wersjach Biblii, okazuje się) i użyłem nie tego fragmentu oryginału, który zamierzałem. Stanąłem przed dylematem, czy poprawiać, co wiązałoby się z poważną ingerencją w muzykę, czy zostawić. Właściwie nie był to dylemat, potrzebowałem po prostu chwili na pogodzenie się z nieuniknionym. Co ciekawe, ten wykorzystany błędnie fragment nie był po prostu inny, był w znaczeniu niemal odwrotny. Miałem zamiar wykorzystać (tłumaczenie Miłosza):

„miłe człowiekowi jest jeść i pić i cieszyć się dostatkiem” a wykorzystałem:

„wszystkie dni jego w ciemności a żalu i w wielu zgryzotach, i niemocach, i gniewie.”

Szczęśliwie i bardzo zaskakująco, udało mi się pozostawić prawie identyczny muzycznie kształt tego fragmentu, z zachowaniem odpowiedniej prozodii tekstu.


Potem przyszła zupełnie niespodziewana wiadomość o wcześniejszym otwarciu teatrów, filharmonii itp., co pozwoli wykonać ahat-ili jednak z udziałem publiczności, w najbliższy piątek (21.05) w NOSPR, w ramach Festiwalu Katowice Kultura Natura. Liczba miejsc ograniczona do 50%, ale taka liczba chętnych na tzw. „muzykę nową” to i tak raczej rzadkość. W każdym razie, to jest utwór o ciemnych czasach, ponoszonych ofiarach i powrotach to światła mądrzejszym. Niechby taka symbolika się ziściła szerzej. Zapraszam.


A teraz wracam do czegoś, co pojawiło się na horyzoncie już rok temu. Jeszcze w trakcie pracy nad Syreną, Szczepan Twardoch przysłał mi świeży, surowy, niewydany tekst swojej najnowszej powieści, Pokora. Zacząłem czytać od razu i uderzyło mnie kilka rzeczy. Przede wszystkim to, że narracja jest prawie w całości w pierwszej osobie, chyba po raz pierwszy u Szczepana. Wracają wątki obecne wcześniej, może zawsze, ale mam wrażenie, że w nowej, bardziej intymnej odsłonie. Wielki wir widziany jest nie z zewnątrz, tylko z samego środka. Po drugie, przyszło mi do głowy, że to jest opowieść o życiu widzianym jako ciąg kolejnych śmierci. Taka perspektywa pokazuje wielki paradoks życia, którego celem nadrzędnym jest trwanie, a najbardziej wydajnym mechanizmem utrzymania tego trwania jest strach przed końcem (biologicznym i duchowym – jednostkowym i zbiorowym), który to koniec, jednakowoż, w sposób nieunikniony następuje, z chwili na chwilę, zawsze od nowa. Mówiąc inaczej, życie jest złudzeniem, że nie ma śmierci. Tymczasem śmierć – nieistnienie to jedyna realna rzeczywistość. Taka prawda wydaje się tragiczna z perspektywy samopodtrzymującej się iluzji życia. Ale ta tragiczność jest jednocześnie życia warunkiem; bez niej wszystko się rozpływa w pustce. Pogodne pogodzenie się z tą prawdą to czasem, być może, najwyższa mądrość, ale najczęściej raczej wielkie okłamywanie siebie i innych.


Łączy mi się to wszystko w jakiś (jakoś) spójny ciąg i temat. Od ahat-ili przez Dracha i Syrenę, nawet z Maską, Hevel i Baczyńskim. Ciąg dalszy nastąpi.