Nie koniec. | Not the end.

Rozpoczynam nowy rozdział – kolejny utwór. Zaszczytna propozycja Instytutu Adama Mickiewicza napisania czegoś z okazji setnej rocznicy urodzin Stanisława Lema (1921). Po wstępnych ustaleniach, które trwały już od jakiegoś czasu: będzie to ok. półgodzinny monodram na podstawie niedługiego opowiadania z połowy lat ’70 pt. „Maska”. Skład wykonawczy: głos i kameralny zespół instrumentalny. Postanowiłem nawiązać do jednego z fundamentów tzw. „nowej muzyki”, czyli składu wywiedzionego z Pierrot lunaire Schoenberga (powody piętrowe, pewnie jeszcze do tego wrócę), choć nie całkiem wprost: użyję klasycznego „pierrota” (flet, klarnet, skrzypce, wiolonczela i fortepian) oraz jego powiedzmy bardziej agresywnego „odbicia” (trąbka, puzon, saksofon, waltornia i perkusja) z sopranem w centrum. Są już konkretne (ekscytujące) propozycje obsadowe i koncertowe, ale jeszcze się wstrzymam z ich ujawnianiem, wobec utrzymującej się niepewności sytuacji ogólnej.


Zaczynam od tekstu. Czytam opowiadanie, czytam o nim. Komentarzy jest sporo, część od samego Lema, część z innych źródeł. Pole interpretacji jest szerokie. Treść wiedzie w różne kierunki, niektóre uniwersalne, inne zaskakująco, nawet kontrowersyjnie aktualne. Tekst się nie zestarzał, albo zestarzał się godnie.

Zaglądam do krótkiej animacji braci Quay na podstawie „Maski” z muzyką Pendereckiego, ale raczej tylko pro forma. Wracam do wspaniałej książki, niby bez związku, ale mam wrażenie, że bardzo a propos „Under the Skin” Michela Fabera i równie wspaniałej adaptacji filmowej Jonathana Glazera pod tym samym tytułem, z muzyką Mic’y Levi (stanowiącą wręcz równorzędny do obrazu element całości).

Chyba sam opracuję libretto. Póki co, oprócz wersji oryginalnej mam też niemiecką i rosyjską.


Więcej – w kolejne niedziele, zapewne przez resztę tego dziwnego roku.

I begin a new chapter – another piece. An honourable offer by the Adam Mickiewicz Institute to write something on the occasion of the 100th anniversary of Stanislaw Lem’s birth (1921). In the course of initial arrangements that have been going on for some time now, we have established that it will be a monodrama of approx. 30 minutes based on the “Mask”, short story written in the mid 1970s, for voice and chamber ensemble. I decided to make a reference to one of the foundations of so called “new music”, the Schoenberg’s “pierrot ensemble” (complex reasons, to which I will come back, probably), although not straightforward: I plan to use the classic “pierrot” (flute, clarinet, violin, cello and piano) along with its more aggressive “reflection” (trumpet, trombone, saxophone, horn and percussion) with a soprano in center. There are some specific (and exciting) casting and concert possibilities, but I will not reveal them for now, due to the ongoing uncertainty of the overall situation.


I start off with the text. I am reading the story, and about it. There are quite many comments, some from Lem himself, some from others. The possibilities of interpretation are manifold. The content leads in various directions, some universal, some of surprising, even controversial current relevance. The text has not grown old, or it has aged dignifiedly.

I look into a short animation by Quay brothers based on “Mask” with music by Krzysztof Penderecki, although rather only pro forma. I come back to the great (seemingly unrelated but I strongly feel otherwise) “Under the Skin” by Michel Faber and congenial film adaptation by Jonathan Glazier with music by Mica Levi (an element equally important to the picture).

I think I will work on the libretto myself. For now, apart from the original version I also have the German and Russian translations.


More – on the following Sundays, probably for the remaining part of this strange year.

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Lożban. | Lojban.

Libretto, oprócz tego, że zyskało (raczej/prawie) ostateczny kształt, przeszło też pewną drogę pod względem wyboru języka. Odejście od polskiego oryginału w przypadku tego utworu jest problematyczne.

Kanon. | Canon.

Czas, w którym nie pozostaje już nic innego, jak zacząć pisać samą muzykę bywa wyjątkowo męczący. Wszystko jest już ustalone, skład, tekst, przybliżona „objętość”. Pojemnik, jeśli można tak powiedzieć