Poczwarka.

Sport daje możliwość obserwowania, jak i udziału we własnym zakresie, w bardzo różnym stopniu, w procesie realizacji bardzo prosto definiowalnego, ale nie tak prosto osiągalnego celu. W gruncie rzeczy jest tym celem przekroczenie. Różnych barier, czasem jednej, czasem zestawu, czasem obiektywnych, czasem subiektywnych. Niekoniecznie dających się łatwo i jednoznacznie wskazać, ale łatwo wyczuwalnych. Jest sport w gruncie rzeczy inscenizacją jednej z podstawowych, a może po prostu fundamentalnej zasady bycia w świecie. Wszystko jest zmianą, a poprzez wzajemne uwarunkowanie poszczególne zmiany zyskują wektory łączą się w nurty i dają rezultaty. Po drodze wytwarzając różne, pozornie odrębne i stabilne całości, skazane na ostateczny niebyt, ale poręczne. Niektórzy twierdzą, że żal po tych całościach, kiedy się rozpadają, jest zupełnie niepotrzebny. Zawsze mam ochotę, wyznam, zdeformować nieco gębę autorom tych twierdzeń, skoro im nie żal. Ale o czym to ja mówiłem, o sporcie. No więc wielkie brawa, Iga. (Czy Pani Igo, nie wiem).


Mówi Radek Rak Michałowi Nogasiowi, w kontekście swojej nowej książki, że bywa się w życiu, nawet kilka razy, poczwarką, a potem kimś zupełnie nowym. Nie wiem, czy zupełnie. Mam wrażenie, że wszystko jest zawsze trochę jakby niezupełnie, ale poczwarką się bywa na pewno.


Poczwarka – po łacinie pupa. Ciekawe, czy Gombrowicz brał to pod uwagę.