Procesy.

Wiele rzeczy na świecie, zdaje się, przechodzi podobne fazy: rozwoju, szczytu i degeneracji. Przechodzi potencjalnie, bo każdy proces może zostać w dowolnym momencie przerwany, ale jeśli jakiś proces się zacznie i trwa, to fazy są chyba nieuniknione. W fazie pierwszej zawiązują się nawyki, w drugiej realizują się różne wersje optimum łamane przez maksimum, a w ostatniej wszystko zanika, bo rzeczywistość, najwyraźniej, nudzi się wszelkim optimum/maksimum. Ponieważ wszelkie nawyki i procesy istnieją we wzajemnym kontekście i mogą wchodzić ze sobą w związki, zdarza się, że jeden proces może stać się częścią innego i wtedy faza ostatnia jest odroczona, bo pewne optimum sprzyja jakiemuś rozwojowi. Na przykład, zdaje się, że budowa komórki od pewnego czasu zasadniczo nie ulega poważniejszym zmianom, za to zbudowane z komórek tkanki i organizmy ciągle do różnych możliwości optimum/maksimum zmierzają. Może się też zdarzyć, że jakiś proces będąc już w fazie schyłkowej nagle wobec innego, dopiero zaczynającego się procesu staje się motorem jego rozwoju. Jak na przykład gasnący powoli sto lat temu idiom klasyczno-romantycznej orkiestry zaadaptowany niespodziewanie z wielkim powodzeniem przez nowo narodzoną formę filmu. Albo może się zdarzyć, że jakiś proces, poprzez jego świadomą, podszytą sentymentem idealizmu długotrwałą konserwację jest tylko pozornie w fazie optimum i potrzebuje impulsu z zewnątrz, żeby ujawnić swój prawdziwy potencjał. Jak na przykład klasyczne sztuki walki kultywowane przez wieki w izolacji okazują się z osobna prawie bezużyteczne wobec sztuk współcześnie, chaotycznie i krwawo połączonych. Trudno się też oprzeć wrażeniu, że wszystkim rządzi nadrzędne prawo cyklu, więc nic nigdy nie obumiera nieodwracalnie, tylko prędzej czy później musi się odrodzić w nowej postaci. Wszystko chyba stanowi wersję czegoś co już było i/lub będzie, a ktokolwiek grzmi o czegokolwiek ostatecznym upadku i końcu łatwo może wyjść na durnia.


Ciekawa pogawędka Lexa Fridmana z Joschą Bachem (nawiasem, może potomkiem — nową wersją Bachów muzycznych) o naturze rzeczywistości, wolnej woli, sztucznej świadomości itp. Trzeźwa, precyzyjna propozycja widzenia rzeczy. Nieco może chłodna, niemniej atrakcyjna. Ale rozumiem z tego niezbyt wiele i interesuje mnie to umiarkowanie.


Jestem jednak trochę zmęczony i jednak trochę odpoczywam. Odrobinę nerwowo i chaotycznie, przemieszczając się z miejsca na miejsce zasadniczo po nic, ale jednak.


We wtorek prawykonanie pieśni do słów Baczyńskiego.