Słowo.

Szanowny O,

nie przestaje zdumiewać mnie, jak niewiele w gruncie rzeczy rozumiesz z sytuacji, w której się znajdujesz. Nie dostrzegasz przyczyn, nie pojmujesz skutków; toczysz zajadle nie swoją walkę w niesłusznej wbrew wszelkim pozorom sprawie. Wręcz wbrew swojej sprawie, gdyby wierzyć, że jednak nie o samounicestwienie Ci idzie, tylko o drogę do domu, jak wszystkim. Twą przymuszoną do jałowej dyskusji adwersarkę (sam bywałem takim mimowolnym adwersarzem) uściskałbym chętnie za takt, wyrozumiałość i mądrość, których tak boleśnie brak Tobie, ale moje uściski są jej potrzebne nie bardziej, niż Twoje sarkania. Mądrzejsza jest również ode mnie.

Życzę Ci, jak zresztą wszystkim i zawsze, najgłębszych wątpliwości.

Czytajże uważniej Myśliwskiego.

Serdecznie, A.


Bywa, że śmierć nadaje doświadczeniu powszedniemu barwy; że ujawniając się na moment uwydatnia kontrastowo swoje przeciwieństwo i pozostawia zapał do nieumierania. Ale bywa też, że kładzie się cieniem, odbarwia i wprawia w drganie. Bywa, że uchylają się wrota, zza których nie wyziera zupełnie nic. Wylewa się zza nich ogłuszający nie-dźwięk. Trwoga.


Kóba błądzi, krąży, staje, zawraca. Długa droga wije się jak wąż, pozornie zwodzi, ale wiedzie nieuchronnie do celu.


Leśmian - zbieram siły przed ostatnią pieśnią - Niewidzialni.


Wycieczka nad morze. Fryderyk dla Syreny. Bardzo mi miło.


Jeszcze słowo w sprawie Doroty Kozińskiej: żałość.