Serce to kamień.

Skończone. Dokonało się, można wręcz powiedzieć. Jakób przeszedł przemianę – przeistoczenie i Baśń niedługo potem dobiegła końca. Nie zamknęła się, przerwało się tylko opowiadanie, bo każde opowiadanie kiedyś musi zostać przerwane. Sama treść opowieści jest wieczna i nieskończona. Jest jak garnek z obręczą, ale bez dna. Każdy może wlewać do niego swoją zawartość. W środku jesteśmy baśnią.


Na początku tygodnia spotkałem się jeszcze z Radkiem. Po raz pierwszy faktycznie, w realnym (?) świecie, wcześniej się nie złożyło, rozmawialiśmy tylko przez telefon. Dobrze, że się spotkaliśmy. Miałem silne poczucie, że muszę go o coś zapytać, chociaż nie wiedziałem dokładnie o co. Ale zapytałem. Zapytało się, można wręcz powiedzieć. Chodziło o ostatnie słowa libretta: „Imię moje kamień”. Nie byłem pewien jak to rozumieć. A teraz jestem i ostatni fragment utworu zyskał dzięki temu odrobinę inny kształt, niż początkowo zakładałem. Spędziłem zresztą nad detalami tego libretta chyba więcej czasu niż w poprzednich dramatach. Radek zakreślił mi ramy i pewien rytm, ale wspaniałomyślnie pozostawił swobodę w dysponowaniu ostatecznym układem elementów. W trakcie powstawania utworu tekst przechodził metamorfozy. Bawiłem się trochę rytmem i rymem; zaglądałem też do źródła – Baśni o wężowym sercu, i czerpałem zeń odrobinę więcej, niż początkowo sam Autor. Na przykład morze w trzewiach węża – obraz jakoś mną wstrząsający. Nie było go w początkowej wersji libretta, teraz jest. Bezkresny horyzont zawarty w niepozornym, ale symbolizującym też nieskończoność ciele gada (połykającego własny ogon).


Gad początkowo nie wie, że gdzieś się kończy. Poznaje rzeczy jako głowa. Ale ta głowa ma też ogon – stanowiący niezbędne, nieco groteskowe minimum fizjologicznej egzystencji – widoczną gołym okiem najmniejszą konieczną drogę przemiany materii. W końcu, w toku eksploracji świata głowa napotyka własny ogon, który zaczyna pożerać, jak wszystko, co znajduje na swojej drodze. Pożera i pożera, aż w końcu dociera do głowy i znajduje się, można powiedzieć, w kropce. W punkcie osobliwym.


Jestem w punkcie osobliwym. Wszyscy jesteśmy w punkcie osobliwym, aż zapiera dech.


Wspominałem kiedyś, że chcę, żeby część utworu śpiewana była po Ukraińsku. Jednak nie, jest tu kontekst historyczny, który stałby z tym w sprzeczności (historia Jakuba Szeli), poza tym taka odruchowa doraźność może jednak nie jest potrzebna. Natomiast tłumaczenie powstało i jest bardzo piękne (Ostap Ukrainec), więc niech jego fragment pojawi się chociaż tu (wersja polska, ukraińska i w transliteracji):


Serce to głębia, na górze warowna osada.

Serce to kamień, jedyna prawda.

Serce to pustka, ziejąca rana.

po lewej stronie świata.


Серце — безодня, у горах сокрита ґражда.

Серце — то камінь, єдина правда.

Серце — то пустка, роззявлена рана.

По ліву руч світу.


Serce — bezodnia, u horach sokryta grażda.

Serce — to kamiń, jedyna prawda.

Serce — to pustka, rozziawłena rana.

Po liwu rucz switu.