Zmiana.

Według dzisiejszej wiedzy wszystko, o czym można kiedykolwiek powiedzieć, że istnieje, musi kiedyś pojawić się i kiedyś zniknąć, po drodze nigdy nie dając się uchwycić w żadnej stałej formie ani obiektywnie pojętym miejscu, a jednak zachowując jakiś rodzaj elementarnej ciągłości. Jeśli ta ciągłość nie jest tylko złudzeniem, to najwyraźniej podstawowym mechanizmem istnienia jest pamięć, bez której ta zasada wiecznej zmiany musiałaby powodować wyłącznie chaos, bez możliwości jakiegokolwiek porządku. A jednak porządki istnieją. Na różnych poziomach. O różnych stopniach złożoności. Przy stałej groźbie rozpadu, w wypadku utraty pamięci a w konsekwencji ciągłości.


Doświadczenie Dziewczyny-Maszyny jest doświadczeniem tego stanu rzeczy. Tragizm jej losu jest udziałem każdego, kto dostrzega własną skończoność – w czasie i w możliwościach wyboru ścieżek. Wybór jest ograniczony, ale konieczny. Każdy krok jest krokiem ku jakiemuś celowi, ze świadomością istnienia ich przyczyn, ale bez możliwości ich pełnego zrozumienia. Dziewczyna na balu stawia kroki niepewnie, w oszołomieniu, chciałaby wiedzieć po co je stawia i dokąd zmierza. Walczy o tę wiedzę. Po zdobyciu pierwszych doświadczeń wycofuje się na chwilę ze świata, żeby spróbować zebrać myśli i zrozumieć swoją rolę. Nie chce być wyłącznie marionetką na usługach popędów. Introspekcja jest trudna, a odkryta prawda przykra. Ale od prawdy-przeznaczenia nie ma ucieczki. Można tylko przyglądać się własnym ruchom i ewentualnie czerpać z nich, mimo wszystko, jakąś satysfakcję, co właśnie robi wykluta z dziewczęcej powłoki Maszyna. Subtelne piękno stanowiące obietnicę nowego życia (bal to w gruncie rzeczy wielki godowy taniec) przekształca się w piękno straszliwe, zwiastujące śmierć. Jest ciągłość i jest zmiana.


Muzyka stanowi mikro-laboratorium zmienności. Operuje na tych samych mechanizmach, które rządzą światem – powołuje do istnienia byty o dających się rozpoznać tożsamościach zachowujące pewną ciągłość, ale jednocześnie ulegające przemianom i zamykające się w ograniczonej czasowo formie. Daje możliwość obserwowania tego procesu, przy zaangażowaniu się weń tylko częściowym. Bez konieczności złożenia ofiary z własnego życia, tylko z chwilowym oddaniem się ulotnym emocjom.


Maszyna rusza w pościg a „temat” z części pierwszej utworu przybiera nową formę.


Pierwszy rok piątej dekady życia za mną. To już chyba koniec z kategorią „młodego pokolenia”…

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Pogoń.

Właściwie ostatnia prosta. Chociaż niekrótka. „Dni przechodzą w tygodnie, tygodnie w miesiące”. Machina-Modliszka biegnie w szale, który z czasem przybiera charakter bardziej transu niż wściekłości. S

Grawitacja.

A więc ostatni wpis w tym roku. Północna granica, chłodno, wieje wicher. Niby okresy czasu wyznaczane przez okrążenia przeciętnej planety wokół przeciętnej gwiazdy na obrzeżach przeciętnej galaktyki,