Nów. Księżyc cały w cieniu Ziemi. Najciemniejsza noc, w którą trudno dojrzeć koniec własnego nosa, za to lepiej widać świat. Więcej i dalej.

 

Nie daje mi spokoju kilka tematów. Wracają jak komety. Mam czasem wrażenie, że to pierwsze zasady, które powinienem rozpoznać, nazwać i opisać. Zmierzyć się z nimi dla pożytku własnego, a może i nie tylko. Nie całkiem ufam temu instynktowi. Podszyty jest złudzeniami i próżnością. Podejrzanie często potrzeba ukucia teorii wszystkiego nachodzi białych mężczyzn w średnim wieku. Ale czasem widzę swoje miejsce i swoje znaczenie we właściwej skali i we właściwych proporcjach. Z pokorą i bez złudzeń. A tematy pozostają w polu widzenia i nadal wydają się ważne.

 

Napatrzyłem się na Księżyc w pełni. W uniesieniu, ze zdumieniem, wzruszeniem i dumą – że tak stoję i patrzę i widzę. Czasem wyobrażałem sobie, że stoję na Księżycu i wydawało mi się to piękne i wspaniałe. Cel wart najwyższych poświęceń – stawać na Księżycu i na kolejnych satelitach. Ale to są tylko świecidełka.

 

W kolejne trzynaście nowiów wypełniających rok 2026 spróbuję uchwycić kilka tematów. A potem wypuścić na wolność.

 

Odbicie

Pani Luna.

(Czy to kulka rtęci?)

Nie.

Który to chłopak zapalił latarkę?

 

Starczy jednej ćmy,

żeby cię zgasić.

Cicho… Wszystko jest możliwe!

Tamten świetlik 

to luna.

 

Federico García Lorca, Suita luster