W połowie wędrówki naszego życia znalazłem się w ciemnej dziczy, bo prosta droga była zgubiona.

Ach, jak ciężką rzeczą jest mówić, jaka była ta dzicz dzika i surowa, i mocna, która w myśli odnawia strach!

Tak jest gorzka, że niewiele bardziej jest śmierć, lecz żeby mówić o dobru, które ja tam znalazłem, opowiem o innych rzeczach, które ja tam dostrzegłem.

Dante Alighieri, Boska Komedia, Pieśń I

 

Często powtarza się w Platonie ta wielka przestroga: „Czyń swoją rzecz i znaj samego siebie”. Każda z tych dwóch części zdania obejmuje ogólnie całą naszą powinność i zarazem część drugą. Kto by miał czynić swoją rzecz, ujrzałby, iż pierwszą jego lekcją jest poznać, kim jest i co mu jest własne: a kto zna siebie, ten nie weźmie cudzej rzeczy za swoją; ten miłuje się i pielęgnuje przed wszystkim innym; uchyla się od zbytecznych zatrudnień, bezpożytecznych myśli i dążeń. Jako szaleństwo, kiedy by mu przyzwolić to, czego pragnie, nie byłoby zadowolone, tak znów mądrość zadowala się tym, co jest, i nie jest nigdy nierada z siebie.

Michel de Montaigne, Próby, Księga Pierwsza

 

W lesie są drogi, które często zarastają i kończą się nagle chaszczami, w których nie postąpiła ludzka noga. To drogi lasu.

Każda biegnie osobno, ale w tym samym lesie. Często wydaje się jakby jedna była podobna do drugiej. Ale tak się tylko wydaje.

Martin Heidegger, Drogi lasu

 

„Kresem” nazywa się kraniec każdej rzeczy, tzn. ostatni punkt, poza którym nie można znaleźć żadnej części oraz pierwszy punkt, wewnątrz którego znajduje się każda część. Jest nim także forma przestrzennej wielkości albo tego, co ma wielkość; także cel każdej rzeczy, ku któremu skierowany jest ruch i działanie [terminus ad quem], a nie ten, od którego wychodzi [terminus a quo], chociaż czasem nadaje się tę nazwę jednemu i drugiemu, temu od którego i temu do którego ruch zdąża, tzn. przyczynie celowej. Kresem jest także substancja każdej rzeczy i istota każdej rzeczy; jest bowiem kresem poznania, a jeżeli poznania, to i przedmiotu. Jasne przeto, że „kres” ma tyle znaczeń, ile „początek”, a nawet jeszcze więcej, bo początek jest też i pewnym kresem, ale nie każdy kres jest początkiem.

Arystoteles, Metafizyka

 

Kilka uwag wstępnych

Wszedłem do lasu. Właściwie obudziłem się w lesie i nie pamiętam, jak się tu znalazłem. Może zawsze tu byłem. W każdym razie jestem w lesie i po nim błądzę. Czasem znajduję jakieś ślady, idę za nimi, ale gubię je prędko. Czasem mam wrażenie, że jestem na właściwej ścieżce, ale po chwili nie pamiętam co to miało znaczyć, że ścieżka jest właściwa. Prawdopodobnie zataczam kręgi – czasem wydaje mi się, że rozpoznaję miejsca, w których już byłem. Płacze, złorzeczenia, rozpaczliwe biegi przed siebie, żeby tylko się stąd wydostać oraz udawanie, że to nie dziki las, tylko przyjazny zagajnik albo ogródek mam za sobą. Ogorzałem nieco. Wystrugałem z patyków i kory podstawowe narzędzia, czasem udaje mi się rozpalić ogień. Wilki czuję z daleka i je omijam.

 

Spróbuję opisać, co tu widzę. Spróbuję stworzyć mapę. Chociaż istnieją dobre mapy. Niektóre widziałem. Wielu nie potrafię przeczytać. A z niektórych coś rozumiem, może nawet coraz więcej. Niektóre są wspaniałe, zdumiewające, przepiękne. Śmiałe i kompletne, chociaż żadna raczej nie ostateczna. Zaglądam do nich czasem. Ale potrzebuję swojej mapy, jakkolwiek licha i niepełna niemiałaby się okazać. Z innych będę kradł. 

 

Spróbuję zachować porządek. Czuję z grubsza, gdzie północ, a gdzie zachód. Ale nie będę prowadził przesadnie systematycznej triangulacji, nie będę notował azymutów ani ich zbyt skrzętnie pilnował. Nie będę przejmował się skalą ani kartograficzną siatką. Nie będę też zaglądał pod każdy kamień i nie na każdego potwora łeb się zamierzę. To nie będzie mapa uniwersalna. Na to nie mam ani czasu, ani przede wszystkim rozumu. Takich złudzeń się pozbyłem. Wielu złudzeń się pozbyłem. Chociaż chcieć pozbyć się wszystkich złudzeń to też tylko jedna z mrzonek. Nie potrafię wyjść poza własny punkt widzenia. Więc brnę przez chaszcze i patrzę i słucham i trochę notuję. Co z tego wyniknie, nie wiem. Ale jeśli mam być całkiem szczery, to wierzę, że coś ważnego. Przeczuwam jakieś związki i jakieś wnioski, jakieś węzły do rozsupłania. Jakieś poszerzające się kręgi rozumienia, jakieś rewelacje. Mam nadzieję powyjaśniać sobie to i owo, może na dobre. Może będzie to rodzaj credo, chociaż raczej spero – mapa nie tyle przekonań i wierzeń, ile przypuszczeń i nadziei, że jest trochę bardziej tak, jak mi się od dawna zdaje, niż całkiem inaczej. A jeśli się ona przyda do czegoś jeszcze komuś, to proszę bardzo.

 

 

Temat

Myślę, czuję, a może przede wszystkim słyszę tematycznie. Temat wydaje mi się kluczem, w pewnym sensie do wszystkiego. Nie symbol, nie mit ani metafora, tylko właśnie temat (choć ma on coś z nich wszystkich). Rozpoznaję wokół siebie tematy, jak regularności w szumie. Jakbym je sobie przypominał. Jakby ujawniały się przede mną stopniowo, pozwalały się zidentyfikować i za sobą podążać. Są jak ślady pozostawione przez kogoś lub przez coś, celowo albo przypadkiem. I są jak wezwanie – które można, a może i należy podjąć, co nie daje jeszcze żadnej gwarancji na jakąkolwiek nagrodę, ale otwiera ścieżkę obiecującą cel.

 

Jest tematów bezlik. Mentlik. Właściwie w każdej chwili, jeśli w nią wejrzeć, wsłuchać się w nią, ujawnia się ich nieskończenie wiele. Wrą i parują. Pojawiają się i znikają. A jeśli odwrócić od nich uwagę i pozwolić im pozostać na peryferiach, to po pewnym czasie niektóre stają się wyraźniejsze. Jakby bardziej własne. Zostają na dłużej i dają się pochwycić. A schwytane pozwalają się zachować nawet na bardzo długo.

 

Zakładam, że tematy objawiają się wszystkim, i że każdy ma ich własny zestaw, sam w sobie z czasem zyskujący pewną spójność. Jakby z mgły i rosy formowały się małe i coraz większe strumyki a w końcu rzeka. Dzięki lepkości, grawitacji oraz erozyjnej sile drążącej koryto. Choć jak jest z grawitacją w tym obrazku trudno powiedzieć, bo owa rzeka właściwie biegnie w górę, jakby do źródła. Przy czym rzeką tą się nie płynie, nie wchodzi się do niej, tylko się nią jest. 

 

Gdybym miał uściślić o czym mówię, mógłbym przywołać kilka pojęć. Nie wolno lekceważyć tego, co może podpowiedzieć słowo. Pierwsze niech będzie stare (jak świat) pojęcie metaxu – pomiędzy. Pomiędzy skrajnościami, pomiędzy światami (na przykład bogów i ludzi), pomiędzy tak i nie, pomiędzy 0 i 1. Ciemna strefa nie będąca żadnym z biegunów, ale zawierająca w sobie coś z obydwu. Wiele z tego, co chodzi mi tu po głowie jest w takim właśnie zawieszeniu i niezdecydowaniu. Na przykład, gdyby temat dookreślić jako topos, to można by go widzieć jako sferę pomiędzy mythos i logos. Nie jako etap historycznego procesu przejścia od snucia opowieści do prowadzenia obserwacji i formułowania precyzyjnych argumentów, tylko jako sposób rozumowania zawierający elementy zarówno swobodnej narracji jak i ścisłej logiki. Nie odmawiający mythosprawa do prawdy ani nie przyznający logos monopolu na nią. Nie przywiązujący się zanadto do samej idei prawdy. Topos jako przedmiot rozumowania lub schemat dociekania – stawiania pytań, rozważania przeciwstawnych argumentów i proponowania odpowiedzi nie będących jednoznacznymi rozstrzygnięciami, tylko spektrami możliwości. Rozumowanie jako budowa pomostów między różnymi możliwościami, które można uznać za prawomocne. Trochę sylogizm i trochę dialektyka. Widzenie łączące. Dostrzeganie różnic, ale umiejscawianie sensu w przestrzeni pomiędzy nimi.

 

Można by też przywołać inne stare pojęcie: hypokeimenon – istota, czy najgłębszy jej trzon, zachowywany poprzez czas, mimo metamorfoz, którym wszystko podlega. Tożsamość – która jako pojęcie ujawnia kolejne ważne pomiędzy: jednoznacznością i wyróżnikiem. Tożsamość oznacza z jednej strony tyle, co „jedno i to samo”, a z drugiej określa pozwalającą na odróżnienie jednego od drugiego unikalność – niepowtarzalność. Idąc dalej tym tropem, z pojęcia hypokeimenon wyłoniło się z czasem szczególne jego znaczenie: podmiot (swoją drogą w znaczeniu źródłowym tyle co śmietnik – sterta odpadów) czyli podstawa, to, co pod spodem, wspólny mianownik. A dalej kolejne pomiędzy: ipse oraz idem. Podmiot indywidualny: historyczny, ulegający przemianom, formujący się z upływem czasu, oraz podmiot uniwersalny: niezależny od cech osobowych i osobistej historii, potencjalny punkt percepcji. Ja czujące, myślące i pamiętające oraz ja bezosobowe. I jeszcze trochę inaczej: jest temat locus – miejscem. Punktem, z którego możliwe są spojrzenie i wypowiedź. Jest temat jednostką albo atomem subiektywnego światoooglądu (jedno ze znaczeń słowa subiectum – temat). Ma też więc temat wiele wspólnego z osobą. Ujmuje w formę kawałek treści, stanowi punkt zaczepienia dla tożsamości, tak żeby mogła działać. Ujawnia się, odkrywa stopniowo, daje się poznawać i wejść z sobą w relację.

 

Swoją drogą, szczególnie wyraźnie tematy ujawniają się w relacjach częstotliwości. Na przykład słyszalnych. Jako ich następujące po sobie ciągi i jako ich współistniejące kombinacje. Oraz nieskończone możliwości pośrednie. Jako gesty, komórki, motywy, melodie, figury i formy oraz jako interwały, akordy i faktury. Jako wysokości i kolory. A słyszalne tematy mają tożsamości. Mogą być dyskretne, albo narzucać się, mogą intrygować albo drażnić, można je polubić i nawet pokochać, i można się nimi znudzić. Mogą stanowić nie dającą się w pełni rozwikłać zagadkę. Można przeżyć z nimi kawał życia, można je też stracić i za nimi tęsknić.

 

Podsumowując i wyciągając esencję, temat jest narzędziem rozumowania. Jest wehikułem treści dla rozumu, czymś co pozwala wyodrębnić tej treści fragment i nadać mu rozmiar oraz kształt – rozpoznawalną tożsamość – coś pozwalającego się przechować w pamięci i użyć. Pomyśleć i wypowiedzieć. Jest dla tego fragmentu kresem.

 

Wracając na grunt (nomen omen) właściwszy dla mojego dosłownie i we wszelkich przenośniach chłopskiego rozumu, gdyby świat był piaskownicą, temat byłby foremką. Rozum dzieckiem a tożsamość zamkiem z piasku.

 

W dalszych częściach opiszę swoje wybrane foremki.

 

 

Niektóre z map, do których zaglądałem

Arystoteles, Topiki, Poetyka, Metafizyka

Dante Aligheri, Boska komedia

Hans Georg Gadamer, Aktualność piękna

Martin Heidegger, Identyczność i różnica, Drogi lasu

Heraklit, Zdania

Kartezjusz, Rozprawa o metodzie

Michel de Montaigne, Próby

Parmenides, O naturze

Platon, Fajdros

Paul Riceur, Drogi rozpoznania

George Steiner, Poezja myślenia

Władysław Stróżewski, Dialektyka twórczości