TEMAT III
Pojęcie modernizmu jest tak często kojarzone z nowoczesnością, że szokować może odkrycie, iż słowa tego używano już w V wieku n.e.
Frederic Jameson, A Singular Modernity
Kiedyś, w Bar-le-Duc na widok autoportretu namalowanego przez króla Sycylii René, Montaigne zapytał: „Dlaczego nie ma być tak samo wolno każdemu odmalować się piórem, jak on odmalował się pędzlem?” Bez zastanowienia można by odpowiedzieć, że nie tylko prawo tego nie broni, ale też, że nie ma nic łatwiejszego. Innych być może trudno nam uchwycić, ale własne rysy znamy aż za dobrze. Zaczynajmy. Jednak kiedy tylko podejmiemy owo wyznanie, pióro wypada nam z dłoni; jest to bowiem sprawa głęboko, tajemniczo i przytłaczająco trudna.
Virginia Woolf, Montaigne
Posługując się mitem, operując nieustanną paralelą między współczesnością a antykiem, pan Joyce stosuje metodę, którą inni po nim również będą musieli podjąć. Nie będą przez to naśladowcami, tak samo jak uczony, który wykorzystuje odkrycia Einsteina, prowadząc własne, niezależne, dalsze badania, nie jest naśladowcą. Jest to po prostu sposób opanowania, uporządkowania, nadania kształtu i znaczenia ogromnej panoramie bezcelowości i anarchii, jaką jest historia współczesna. […] Zamiast metody narracyjnej możemy dziś posłużyć się metodą mityczną. Uważam całkiem serio, że jest to krok ku temu, by uczynić nowoczesny świat możliwym dla sztuki.
T.S. Eliot, Ulisses, Order and Myth
Dziwny jest ten rejs przez to morze. Jest się łodzią z dziobem ustawionym w jakimś kierunku i z rufą, za którą stale coś znika. Przybija się do jakichś brzegów, zawija się do jakichś portów i z nich wychodzi, rzuca się i podnosi kotwicę. Mając jednak jeden port macierzysty, do którego nawet nigdy nie wracając, przynależy się i którego miarą mierzy się wszystko inne.
Moim portem macierzystym jest modernizm. Powiem więcej – czuję się częścią całej floty pływającej pod banderą modernizmu i prawdę mówiąc wydaje mi się, że jest to całkiem duża flota, wręcz powszechna, nawet jeśli nie wszystkie jednostki pływające chętnie tę banderę wywieszają. Jedne nie wywieszają, bo nie lubią, inne, bo nie wiedzą, że ją mają, jeszcze inne obwieszają się mnóstwem różnych bander wierząc, że się swych korzeni wyprą. Nie szkodzi.
Jest to bardzo stary port, wbrew wszelkim pozorom i mylącej nieco nazwie. Przeobrażał się; bywał głośny i centralny, bywał uboczny, niemal zanikał. Ale trwał i nadal trwa, i teraz ma się lepiej niż kiedykolwiek. Widzę jego świetlaną przyszłość.
A co to znaczy?
Po pierwsze, znaczy to przywiązywanie wagi do jednostkowo odczutego „ja”. Czasem w wyraźnej kontrze do nadrzędnych porządków i narracji, kiedy indziej w zgodzie z nimi, ale z zachowaniem niepodległości i autonomii. Znaczy to świadomość kosmicznego ładu (bądź nieładu), przy niedającej się zagłuszyć potrzebie wejścia w nurt zmierzający od kosmicznego horyzontu do jednostkowej głębi. Poważanie transcendencji, jednak zachowując wobec niej nieufność i zastrzegając sobie możliwość wyboru.
Ale jednocześnie, po drugie, wcale nie znaczy to, że wyłącznie podmiot jest w centrum, że wszystko podlega subiektywizacji. Niekoniecznie jest podmiot jak maszt, do którego można się przywiązać by przetrwać sztorm, tylko raczej jak miecz, który nie stanowi części kształtu łodzi w jej naturalnym środowisku, jaki wszyscy znają, bo zawsze pozostaje zanurzony, ale bez którego łodzią nie sposób sterować.
W konsekwencji, oznacza to, że sensu i prawdy nie uznaje się za rzeczy do odkrycia, tylko za przejawy ekspresji. Są generowane – w działaniu. Przejawiają się w sytuacjach; w formach, w rekonfiguracjach: pamięci i narzędzi komunikacji. Nie są dane, tylko są możliwe, a ich wytworzenie jest kwestią podjęcia decyzji i kontynuowanego wysiłku. Bazują na znaczeniu, którego się poszukuje, ale które nie jest zakodowane w niezależnej od podmiotu rzeczywistości, tylko jest poprzez podmiot inscenizowane – ucieleśniane.
W konsekwencji dalszej, szczególnej wagi nabiera materia poddająca się (z oporem) tym podmiotowym wysiłkom. Ukonkretniony nośnik treści: pamięci, znaczeń i ich przekształceń, czy to będzie słowo, czy kształt lub kolor, czy dźwięk, czy jeszcze coś innego, wysuwa się na plan pierwszy, emancypuje się i sam się, w pewnym sensie, upodmiotowia. Sam siebie poddaje refleksji. Wraz ze swoją historią oraz torem ku przyszłości wyznaczanym przez inercję.
Modernizm rodzi się ze sprzeczności; z ducha sprzeciwu. Ale niekoniecznie z negacji. Raczej krytycznej refleksji i transformacji. W swoich aktualnych odsłonach bywa opacznie rozumiany jako siła defragmentacji i relatywizacji. Obrósł przedrostkami, jak post, neo i meta. Nie ufam im, większość uważam za chybione i zbędne. To ciągle ten sam port, choć oczywiście nie wszystkie wychodzące z niego statki są tej samej wielkości i konstrukcji. Niejeden dryfuje, zapomniawszy o mieczu; niejeden wpadł też na rafę i poszedł na dno albo zgnił na mieliźnie.
Modernizm, tak jak go rozumiem, nie neguje ani nie relatywizuje, tylko integruje. Dostrzega sprzeczności i napięcia między tym, co było i tym, co być może i pozwala im współistnieć i wydać plon. Bywa ironiczny, ale nie programowo. Niewiele uznaje za pewnik, mało czemu oddaje hołd, ucieka od dogmatu, ale nie unika rozmowy o wartościach, również o wymiarze moralnym – uparcie powraca na ten grunt, mimo kolejnych rozczarowań (odczarowań) i kompromitacji. Nie unika odpowiedzialności. Jest sceptyczny, ale nie cyniczny. Nie wyklucza możliwości systemu, choć wobec wszelkich systemowych propozycji jest z gruntu głęboko nieufny.
Jest modernizm i zawsze będzie głęboko zanurzony w historii a jednocześnie niedokończony.
Niektóre z map, do których zaglądałem
Astradur Eysteinsson, The Concept of Modernism
Frederic Jameson, A Singular Modernity. Essay on the Ontology of the Present
Jason Ā. Josephson- Storm, The Myth of Dissenchantment; Metamodernism. The Future of Theory
Charles Taylor, Źródła podmiotowości. Narodziny tożsamości nowoczesnej