Utwór skończony. Będzie się nazywał: Dzwony. Ailinos na baryton, bas, głosy dziecięce, perkusję, fortepian i smyczki.

 

Ailinos znaczy tyle co lament. Jest lament, wydaje mi się, jedną z centralnych figur dzisiejszej kultury. Wbrew wszelkim pozorom. Nie mam na myśli wyłącznie tzw kultury wysokiej (w której czasem trudno doszukać się jakichkolwiek dających się rozpoznać i przeżyć figur), mam na myśli szeroko rozumianą, żywą kulturę w różnych jej przejawach, również najbardziej popularnych i uwarunkowanych komercyjnie. Tuż pod jej podszewką jest lament. Rzewny płacz. Tak to widzę i tak to słyszę.

 

Płacz niekoniecznie musi mieć wymiar żałobny. Nie musi być wyrazem beznadziei. Bywa dojmującym, surowym, oczyszczającym wyrazem jednoczesnego żalu, zdumienia, tęsknoty i pogodzenia ze stanem rzeczy.

 

Idąc za wątkiem greckim, do tekstu, za zgodą Autora włączyłem dwa cytaty: tzw. pieśń Seikilosa (najstarszy zachowany fragment notacji muzycznej, z ciekawym tekstem, nad którym trwają dyskusje, czy interpretować go należy jako żałobne epitafium, czy afirmatywną deklarację radości życia) oraz fragment kołysanki z Idylli 24 Teokryta (w której mały Herkules po raz pierwszy ujawnia swoją moc, zabijając dwa węże wysłane przez Herę, żeby go zjadły). 

 

Dzwony, setki dzwonów leżą w błocie i milczą. A potem zaczyna padać. Deszcz i grad.

 

Teraz chwila przerwy na „Głos potwora” w Gdańsku. A za chwilę lecę na obcą planetę.