Paweł (Sołtys) napisał tekst w strukturze greckiej tragedii. Z częściami stałymi, jak epejsodion, stasimon i parodos, w wymiarze mikro. Są osoby, jest chór. Jest mikro dramat i być może jest katharsis. Jak wspominałem, w centrum są dzwony. Całe tysiące dzwonów rzucone w błoto po wielkiej wojnie. Nie biją ich serca, ale coś się jednak wydarzy.

 

Gdzie nie spytać, w Europie i poza, jest dzwon potężnym symbolem przekroczenia. Wyjścia poza, wejścia w głąb, odejścia, zatrzymania. Końca i początku. Jakby ostry atak, niejasne tonacyjnie, czerwonawe spektrum i długie wybrzmienie o trudnym do uchwycenia przejściu w ciszę to właśnie znaczyły, niezależnie od miejsca i czasu.

 

Nie powiem jeszcze jaki dokładnie będzie skład wykonawczy. Ale powiem, że coś mi każe rozszczepić partyturę dla smyczków na poszczególne instrumenty – wnikać w każdy osobno, ustawiać pojedyncze parametry spektrum.

 

No więc piszę. Ale częściej niż zazwyczaj zatrzymuję się i słucham. Zdumiewające, co można usłyszeć. Prawie zapomniałem, że pisanie jest funkcją słuchania. Że pisać można, ale słuchać trzeba. Szczęśliwie sobie przypomniałem.