TEMAT IX
Najsłodsze są głosy, które na wieczny czas
zamilkły, ale wewnątrz nas
w zbolałym sercu brzmią echem żałosnym.
(…)
Z morza wychodzi głos i coś nam szepce
i o czymś śpiewa,
i w nas przenika, porusza serce,
radość w nie wlewa.
Kawafis (tłum. I. Kania)
Bramą dostępu do dźwięków jest słyszenie, a drogą dojścia do brzmienia czasu jest słuchanie. Same dźwięki niekoniecznie ujawniają brzmienie czasu, tak jak same zdarzenia niekoniecznie układają się w czas. Słyszenie i słuchanie to nie to samo, tak jak udział w zdarzeniach i bycie w czasie to różne sprawy. Słuchanie (i wejście w czas) jest ruszeniem w podróż; powzięciem albo może poddaniem się decyzji, pokonaniem inercji, aktem. Jest rozpoznaniem – podjęciem czynności rozróżniania i uczestniczeniem w napięciach-konfliktach. Jest przepoczwarzeniem się i wyjściem z kokonu.
Słuchanie (i wejście w czas) jest aktem ciała i wiąże się z ujawnieniem siebie w ciele. Słuchając traci się niewinność, wychodzi się z kryjówki i ryzykuje bycie zauważonym. Rezygnuje się z wolności wyboru ścieżki – z tej raz obranej nie tak łatwo zawrócić. Nie da się słuchać ponownie po raz pierwszy. W słuchaniu uruchamia się pamięć a w brzmieniu czasu ujawniają się potworność zapominania i kruchość przypominania sobie. Jedno i drugie niesie zdradliwą słodycz oczekiwania.
W słuchaniu – poprzez słuchanie, krótko mówiąc, konstytuuje się i konkretyzuje osoba – jak świeca z żywym, jasnym płomykiem, dla którego paliwem jest względnie stabilne, konsolidujące się tylko w określonych warunkach i na pewien czas ciało, a zasadą trwania proces spotkania i gwałtownej reakcji substancji własnej z zewnętrzną. Osoba gaśnie, kiedy wypala się jej ciało lub kiedy straci kontakt z tym, co zapala ją poza nią. Osoba świeci się w czasie.
W słuchaniu wreszcie objawia się głos. Niekoniecznie zrozumiały, ale wydający się możliwym do zrozumienia. Jakby czyjś. Jakby gdzieś tam była inna mająca głos, żywa osoba. Głos ten brzmi niemal znajomo, jakby dało się go rozpoznać. Déjà entendu. Głos ten brzmi jak cudzy a jednocześnie własny, tylko płynący z innego czasu. Jakby słuchało się go tak, jak patrzy się w lustro – słysząc własne odbicie w czasie. Jakby było się odbiciem świata, a świat w tym odbiciu rozpoznawał sam siebie. Jakby słuchało się dalekiego echa pierwotnej, utraconej nierozróżnialności. Tak jak kiedy z dławiącym wzruszeniem pomieszanym z śmiertelnym przerażeniem i poczuciem zaglądania w ciemne jądro w głosie rodzica rozpoznaje się ton tożsamy z własnym.
Dramat rozgrywa się w słuchaniu.
Niektóre z map, do których zaglądałem
Luciano Berio, Remembering the Future
Thomas Clifton, Music as Heard: A Study in Applied Phenomenology
David Huron, Sweet Anticipation. Music and the Psychology of Expectation
Joseph Kerman, Gary Tomlinson, Listen
Jean-Luc Nancy, Listening
Richard Taruskin, Text and Act