Krzyształ
Doba na Oazie trwa trzy doby ziemskie. Akt pierwszy rozgrywał się we dnie. Peter usiłował wejść w ten nowy rytm i nie sypiać w ciągu dnia, doprowadzając się chwilami na skraj wycieńczenia, ale też pozostając w stanie swoistego ekstatycznego wręcz entuzjazmu, powodowanego nowością doświadczenia i potęgowanego brakiem odpoczynku. W końcu Peter pada nieprzytomny. W Akcie drugim zapada noc, ale Peter nie ma wiele czasu na wytchnienie. Na jaw wychodzą sprawy trudne. Wychodzą z przeszłości, wychodzą z Ziemian i z Oazjan, dochodzą do głosu. Mawia się o takich momentach, że na jaw wychodzi prawda, ale to zazwyczaj banał i bzdura. Nawet jeśli zakres wiedzy poszerza się o nowe tak zwane fakty, to tak zwana prawda tym bardziej się komplikuje. Peter rozumie to i owo coraz lepiej, albo przynajmniej coraz wyraźniej przeczuwa. Pozbywa się niejednego złudzenia. Jest też świadkiem bolesnego pozbywania się złudzeń u innych. Ale nikt tu nie staje w jasnym, wyzwalającym świetle wzniosłej prawdy, by żyć dalej długo i szczęśliwie. Każde nowe światło rzuca tylko nowe cienie. Patrzenie wprost w światło nie ma wielkiego sensu, można od niego tylko oślepnąć lub oszaleć. Mierzyć, jak to się mówi, konstruktywnie, da się tylko z cieniem, jeśli znajdzie się na to siłę.
Bywa, tak w tej historii, jak i w życiu, że ukazują się nagle ukryte wcześniej porządki – zręby ciągów przyczyn i skutków, pół-sensy zdarzeń, silne przeczucie możliwości rozumienia tego co było i przewidzenia tego, co będzie. Racjonalność w takich momentach rzadko jest pierwszą pomocą w tłumaczeniu sobie tych sensów. Wydaje się niewystarczająca, pragnie się odpowiedzi poza, czy ponad nią. Ale popełnia się w ten sposób zasadniczy błąd. Figura pytanie-odpowiedź jest właśnie zasadą racjonalności, jej istotą i definicją. Cokolwiek ma zyskać status odpowiedzi na postawione pytanie, wymaga racjonalizacji. A racjonalizacja jest jak krystalizacja – wymagającym czasu i energii zamknięciem wcześniej nieuchwytnej substancji w eleganckiej, uporządkowanej i przejrzystej strukturze. Jest pożyteczna, a jej efekty cenne – im czystsze, tym cenniejsze. Ale stawianie jej najwyżej w hierarchii – przekonanie, że absolutnie wszystko da się zamknąć w strukturach pytań i odpowiedzi rodzi konsekwencję uznania, że świat składa się z kryształów, albo że do tego nieuchronnie dąży. Że ostatecznie wszystko się przecież ułoży i będzie w porządku. Tymczasem nie wszystko, mówiąc delikatnie, na to wskazuje, prawda?
Jeden z takich momentów wiąże ze sobą przeszłe i przyszłe losy Petera i Greinger. W centrum, niczym jakaś naczelna zasada działania wszechrzeczy staje nagle relacja dziecka z rodzicem. Greinger wie, że odnajdzie swojego zagubionego na wszelkie sposoby ojca. Peter wie, że odnajdzie swoją nienarodzoną jeszcze córkę. „To, co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest” (Koh, 3:15). Co to znaczy? Stawiam sobie to pytanie i czuję coraz wyraźniej, że jest to pytanie idioty.
Opera skończona.