Zanim zacząłem Akt 2 napisałem jeszcze małą rzecz okolicznościową, o której powiem bliżej tej okoliczności. A w Akt 2 wpadłem z rozpędem, nie starając się nawet przyhamować. Bałem się trochę początku, ale niepotrzebnie – już tylko ledwie majaczy gdzieś z tyłu.

 

Jak już bywało, z postępem pracy ujawniają mi się kolejne sensy i powiązania między tematami i postaciami. Oraz objawiają mi się kolejne odkrycia poza samym utworem, głównie w postaci prowadzących od jednej do kolejnych lektur. Choć nie tylko – również wspomnień. Kawałków, skrawków pamięci, które nagle wyłaniają się, wypływają na powierzchnię i układają w sensowne wzory. Naprawdę trudno utrzymać racjonalne (?) przekonanie, że nie ma we wszystkim głębszego porządku.

 

Nie ucieknę. Choćbym się wzbraniał, choćbym ukrywał sam przed sobą, wzgardzał i wyśmiewał, szukał dowodów na nieistnienie, nie ucieknę. Na to wygląda. Zresztą ucieczka zaczęła mnie nużyć. Proszę bardzo, odwracam się i słucham. Ciągle jeszcze z dziecinną butą i nieukojoną obrazą bardziej niż otwartą pokorą, ale i od tego nie ucieknę.