Co ja tu właściwie, jak dotąd, chciałem powiedzieć?

 

Że rzeczywistość jest zakryta.

 

Że formą rzeczywistości, która się ujawnia jest świat. 

 

Że to ujawnianie odbywa się poprzez subiektywny akt tworzenia mapy.

 

Że akt ten odbywa się w czasie, a może nawet jako czas.

 

Że czas jest złożony i dynamiczny a centralnym elementem jego natury jest napięcie-konflikt.

 

Ponadto, że elementy powstającej mapy łączą się w kategorie – tematy.

 

Że proces tworzenia mapy generuje widmową postać kartografa: podmiot-tożsamość.

 

Że podmiotowość-tożsamość jest amorficzna a wszelkie jej upostaciowienie jest tymczasowe i nie należy się do niego zanadto przywiązywać.

 

Że kompasem dla podmiotu jest rozum, a jego igła ustawia się w polu znaczenia.

 

Że narzędziem generowania i przetwarzania znaczenia jest język, przy czym rozumienie oraz jego pochodna, porozumienie, to asymptoty (wartości graniczne, których nie da się osiągnąć, można się do nich tylko zbliżać) funkcji języka.

 

Że na gruncie języka wykształcają się i rozwijają narzędzia – łączniki między różnymi elementami mapy, które w formie dojrzałej składają się na dramat – formę stanowiącą intersubiektywny obraz świata (światów), najpełniej odzwierciedlającą wszystko to, co powyżej.

 

I jeszcze, że wszelki, podejmowany w dowolnym momencie wysiłek w stronę rozpoznania i nie tyle rozwiązania, ile konstruktywnego utrzymania konfliktu nazywam modernizmem.

 

Nie chciałem powiedzieć, że jest to obraz rzeczy kompletny, skończony, ani nawet prawdziwy, chociaż wierzę, że choć skrawki prawdy zawiera. Nie mam też złudzeń, że jest bardzo oryginalny; wiem, że jest eklektycznym zestawem znalezionych tu i tam, starszych i nowszych myśli i spostrzeżeń pojętych chłopskim rozumem (nie mam innego do dyspozycji). Jakkolwiek niedoskonały, niepełny i nienowy, jest mi potrzebny. Bazując na nim chcę powiedzieć jeszcze kilka rzeczy o muzyce – i o tym, krótko, będzie dalej.